SŁONIE NA TARNOWSKIEJ – historia Podzamcza cz. II

Markus Lustig jako mały chłopak wiele razy przechodził dzielnicą podzamkową udając się do mykwy, rzeźni czy na cmentarz. Szczęśliwe dzieciństwo przerwała wojna… 30 kwietnia 1942 r. odwiózł przez tę dzielnicę ciała najbliższych na ul. Rybacką.

O Gęsim Placu

Spora, otwarta i przestronna działka nazywała się „gęsim placem”. Czasem, gdy przyjeżdżał do miasta wędrowny cyrk, budowano na tym placu duży namiot. Obok ustawiano towarzyszące mu wozy. Muzyka dobywająca się z głośników, specjalne plakaty cyrkowych zwierząt,  słonie,  zebry, kostiumy, przyciągały mnie jako małe dziecko i czasami przekradałem się do środka. Wędrowałem między zwierzętami, kuglarzami, tancerzami, przysłuchiwałem się pieśni o Jonie Karabinie, któremu się nie uda. Było mi tam dobrze i radośnie.

Urocza Marysia i ślizgawka

Droga z domu rabina do szosy, biegnącej do Dunajca, ciągnęła się wzdłuż stoku przy ul. Kazimierza. To była droga, która prowadziła też do mykwy, niedaleko rzeźni. Zimą ślizgaliśmy się na łyżwach lub bez nich na śniegu, aż do samego dołu. Przed wojną wybudowano już schody na stoku i zmieniono jego wygląd. Obecnie schody zniknęły a zamiast nich przechodzi tędy szosa. Blisko łaźni mieszkał krawiec Markus Fridenbach z dwiema pięknymi córkami. Marysia była naprawdę urocza i zawsze przychodziłem z kolegami, żeby rzucić okiem na jej śliczną twarz. W okolicy mieszkali także moi koledzy z rodziny Timberg oraz Chunhele Grinberg z rodziny krawców, Zawele i Josef Szojchet.

Fabryka cukierków

Niedaleko stamtąd, przed mostem do Przetakówki, prowadzącym w stronę cmentarza i Tarnowa, stała na dole fabryka cukierków, należąca do Polaków. Zawsze dawali nam, dzieciom, pięć groszy na zakup tanich cukierków z okazji szabatu, żeby uprzyjemnić odpoczynek.

Mykwa

Co piątek chodziłem z ojcem do mykwy, w której była również sauna zbudowana w formie schodków. Płaciliśmy kilka złotych za wejście i dostawaliśmy pęk witek z gałęzi sosnowych, którymi się smagaliśmy. W miarę jak wchodziliśmy po schodkach sauny, robiło nam się coraz goręcej. Chrześcijański pracownik polewał co pewien czas gorące kamienie i tym sposobem sauna wypełniała się gorącą i wilgotną parą, która rozchodziła się w przestrzeni pomieszczenia i kazała nam się pocić także w najbardziej zimny dzień. Czyści fizycznie i duchowo po kąpieli w mykwie i pobycie w saunie wracaliśmy do domu odświętni i głodni.

Rzeźnia rytualna

Najważniejszą instytucją była koszerna rzeźnia – jedna wielka i specjalnie przeznaczona do uboju krów i owiec, a druga – do uboju kurcząt i gęsi. Przed świętami i przed każdą sobotą posyłano mnie z jednym lub dwoma kurczakami w ręku do rzeźni, żeby dokonać koszernego uboju. Wielu ludzi przychodziło wraz ze swoim ptactwem i to widowisko było naprawdę okropne. Do rodzin rzeźników zaliczano takie nazwiska jak Gribel, Zimel Lustbader, Szmuel Dorenter i inni.

***

Wspomnienia Markusa są jak kadry filmowe. Zachowały dla nas fragmenty zaginionego świata podzamcza. Czuć w nich nie tylko przeszłość, ale klimat sztetlu podzamcza.  

Markus Lustig

Fragmenty książki „Skrwawiony puch”.